Kolumbia i Peru 2017 – 07 – Miraflores

Kolumbia i Peru 2017

Jestem w Ameryce Południowej!

flaga peru
Peru – Miraflores
12.01.2017
11 610 km

Pierina mówiła, że mam się nie martwić, ona w pracy, ale ktoś mnie wpuści. No cóż, wygląda na to, że nikogo nie ma… Portier coś gada do mnie po hiszpańsku, nie rozumiem, ale mówi Pierina, więc adres jest ok. W końcu mówi, że mam iść na górę, ufff, bo już myślałam, że zostanę bez miejsca do spania ;)
W domu są Daisy i Alex. Wychodzimy z psem, a potem Alex idzie mi pokazać, gdzie jest market, czyli mercado, czyli czyli rynek. Jemy mały obiad: ziemniaki polane jakimś sosem, a potem ryż ze smażonymi warzywami, dobre :) Szkoda, że gdy kupuję owoce, to na 100% przepłacam. No ale w markecie takich owoców nie widziałam. A poza tym tu prawie wszędzie stoją stragany z owocami, tylko trzeba wiedzieć gdzie, bo przy głównej ulicy ich nie ma.

Miraflores czyli dalsza dzielnica Limy jest dość ładne, jest dużo zieleni, palmy i zadbane trawniki. Wieżowce sąsiadują z ulicami z ładnymi domami. Z klifów można poobserwować ocean. Szkoda tylko, że wszędzie dookoła wisi wszędobylska mgła. I tak codziennie.
Wracamy do domu i idę na główny plac w Miraflores, czyli Plac Kennedyego. Chcę kupić kartę SIM – podejście drugie. Po drodze mijam ulicę Berlin z kilkoma knajpami.

W markecie Metro chipów nie ma. Znajduję znaczek w sklepiku z telefonami. Spędziłam tam chyba z pół godziny, chcą mi koniecznie sprzedać kartę za 25 dolców, a ja wiem, że powinna kosztować 15. I uparcie wciskają mi kit, że nie ma Whatsappa na 30 dni w Claro. A ja wiem, że jest, choćby ze strony Claro…Nie, oni o takiej promocji nie słyszeli. W dodatku karta, którą mi chcieli wcisnąć była otwarta. W końcu zabieram telefon i wychodzę, bo mam dość…
Wracam do domu, po drodze kropi. Idziemy z psem na pobliskie zielone rondo z palmami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *