Kolumbia i Peru 2017 – 04 – Madryt

Kolumbia i Peru 2017

Widoki i cipirones

flaga hiszpanii
Hiszpania – Madryt
11.01.2017
2 095 km

Pierwsze miejsce, które chcę odwiedzić to wieża widokowa Moncloa. Poprzednim razem jakoś nie było na nią czasu.
Jest cudownie ciepło, zrzucam kurtkę i nawet w polarze jest mi gorąco. Bosko!
Madryckie metro jest proste jak drut, zgubić się w nim nie da. Za to z dojściem do wieży już tak prosto nie jest, przeszłam się spory kawałek parkiem, zanim do mnie dotarło, że przejścia przez ruchliwą i odgrodzoną ulicę tu nie ma. Ale park też jest przyjemny.
Za to całkiem nieświadomie trafiłam na Dowództwo Sił Powietrznych (chyba) z pięknym samolotem CASA C-101 pyszniącym się przed budynkiem (do dziś te samoloty latają w hiszpańskich siłach powietrznych)

Na wieżę Mocloa wjeżdża się windą (3 euro), a z góry widoki są powalające. Panorama na 360 stopni jest piękna: na zachodzie widać góry, na wschodzie całe centrum z wieloma charakterystycznymi dla Madrytu budynkami: Palacio Cibeles i Palacio Real są najładniejsze. Samolot przed ministerstwem wygląda stąd jak mróweczka.
Podoba mi się tu bardzo i w jednej chwili zdaje mi się, że mogłabym podziwiać ten widok do wieczora, ale już w kolejnej, gdy przegapiam windę, która skrada się cichutko, chciałabym już ruszyć dalej i cierpliwości zaczyna mi brakować ;)

Z Moncloa jadę metrem do centrum, bo w Palacio Cibeles też jest punkt widokowy. Wejście jest od frontu, ale wisi kartka, że teraz nieczynne z powodu remontu. Właśnie idąc tutaj widziałam, że nikogo tam na górze nie ma. Szkoda…
No ale nic straconego, bo tuż obok jest kolejny taras, z którego można podziwiać widoki: Círculo de Bellas Artes (4 euro). Na górze jest knajpa, muzyka gra, można napić się piwka lub winka. A widoki! Jest super! Z Palacio Cibels nie byłoby widać Palacio Cibeles ;) A stąd widać :) Widoki są naprawdę grzechu warte.

Trochę wieje i jest już zimno ale co tam. Słonko akurat zachodzi i kolory zmieniają się z minuty na minutę. Super! Zostaję do ciemka, żeby porobić trochę fot.
No ale w końcu czas się zbierać. Idę pieszo do Plaza del Sol. Chcę znaleźć knajpę, gdzie poprzednim razem jadłam pyszną paellę i piłam najpyszniejsze w życiu wino. Przechodzę uliczkę trzy razy, ale knajpy już nie ma…
Zamiast tego widzę gdzieś na tablicy chipirones. Więc wchodzę tak na szybko się posilić. Chipirones podane zupełnie inaczej niż na Kanarach ale tak samo pyszne. Żołądek napełniony :)

Chciałam iść jeszcze zobaczyć wieczorem Plaza Mayor. Oświetlony jest dość kiepsko, a poza tym nie mam już jakoś weny do zdjęć. Do Plaza Mayor wiodą uliczki z dużą ilością knajp i sklepów. Wygląda to super. No ale na mnie już czas.
Z Plaza del Sol na lotnisko trzeba dwa razy się przesiąść. Wędrowanie między przystankami jest zabawne – do jednego zjeżdża się aż cztery piętra w dół! Ciekawe jak głęboko pod ziemią się to wszystko znajduje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *